
W ostatnich tygodniach środowisko pszczelarskie żyje jednym tematem – Krajowym Planem Odbudowy Zasobów Przyrodniczych, w skrócie KPO ZP. To dokument przygotowywany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska w związku z wdrażaniem unijnego rozporządzenia Nature Restoration Law. Jego celem jest odbudowa zdegradowanych ekosystemów oraz ochrona różnorodności biologicznej.
Prawdziwa fala emocji rozpoczęła się po publikacjach medialnych oraz wpisach w mediach społecznościowych sugerujących, że pszczoła miodna została uznana za zagrożenie dla środowiska. Wielu pszczelarzy odebrało to jako zapowiedź przyszłych ograniczeń dotyczących zakładania nowych pasiek. Szczególnie w miastach oraz na terenach cennych przyrodniczo.
Dodatkowe obawy wzbudziły doniesienia o możliwych limitach zagęszczenia uli, obowiązkowej rejestracji pasiek czy ograniczeniach dotyczących lokalizacji uli. Chodzi o tereny Natura 2000 lub w pobliżu parków narodowych. Temat bardzo szybko podchwyciły media branżowe i ogólnopolskie, a dyskusja przeniosła się do środowisk pszczelarskich w całej Polsce.
Jak podkreślało Konkret24 TVN24, wiele informacji publikowanych w internecie było przedstawianych w sposób uproszczony lub wyrwany z kontekstu.

Największy niepokój wzbudził zapis dotyczący „ograniczania negatywnego wpływu hodowli pszczoły miodnej na dzikie zapylacze”. Dla wielu osób związanych z pszczelarstwem zabrzmiało to jak próba przedstawienia pszczół miodnych jako problemu ekologicznego.
Pszczelarze obawiają się przede wszystkim:
W mediach branżowych pojawiały się również głosy, że projekt może uderzyć w małe rodzinne gospodarstwa pasieczne, które od lat działają lokalnie i wspierają zapylanie upraw. Wielu pszczelarzy podkreśla, że głównym zagrożeniem dla dzikich zapylaczy są dziś przede wszystkim chemizacja rolnictwa, utrata siedlisk oraz zmiany klimatu, a nie sama obecność pszczół miodnych.
Portal Wieści Rolnicze zwracał uwagę, że środowisko pszczelarskie poczuło się pominięte w początkowych etapach konsultacji. Pojawiły się także zarzuty dotyczące zbyt ogólnych zapisów dokumentu, które mogą w przyszłości prowadzić do różnych interpretacji.
Jednocześnie eksperci przyrodniczy wskazują, że problem nadmiernego zagęszczenia uli rzeczywiście istnieje w niektórych lokalizacjach. Szczególnie w dużych miastach, gdzie modne stało się zakładanie pasiek na dachach biurowców i instytucji publicznych. Według części naukowców może to prowadzić do konkurencji o pożytek pomiędzy pszczołą miodną a dzikimi zapylaczami.
Oferta miodu wielokwiatowego. Poznaj miody z naszej pasieki
Po nagłośnieniu sprawy Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało oficjalne stanowisko, w którym podkreślono, że rząd nie planuje likwidacji pasiek ani działań wymierzonych w pszczelarstwo. Resort zaznaczył, że celem projektu jest wyłącznie wypracowanie rozwiązań pozwalających pogodzić rozwój pszczelarstwa z ochroną dzikich gatunków zapylaczy.
W komunikacie ministerstwa znalazły się słowa:
„Ochrona dzikich zapylaczy nie oznacza walki z pszczołą miodną.”
Resort przypomina również, że dokument pozostaje na etapie opracowywania i konsultacji społecznych. W maju 2026 roku odbyły się spotkania przedstawicieli ministerstwa z organizacjami pszczelarskimi, w tym z Polskim Związkiem Pszczelarskim oraz regionalnymi stowarzyszeniami branżowymi.
Według obecnych założeń ostateczna wersja KPO ZP ma zostać przekazana Komisji Europejskiej do 1 września 2026 roku. Następnie Komisja będzie miała sześć miesięcy na ocenę dokumentu oraz ewentualne uwagi. To oznacza, że konkretne rozwiązania prawne mogą pojawić się dopiero w kolejnych etapach procesu legislacyjnego.

Spór wokół KPO ZP pokazuje, jak ważną rolę pełnią dziś pszczelarze w debacie o ochronie środowiska i bezpieczeństwie żywnościowym. Z jednej strony naukowcy alarmują o dramatycznym spadku liczby dzikich zapylaczy, z drugiej – pszczelarze obawiają się, że nowe przepisy mogą utrudnić prowadzenie pasiek i osłabić polskie pszczelarstwo.
Na obecnym etapie trudno jeszcze mówić o konkretnych zakazach czy ograniczeniach. Wiele emocji wynikało z nieprecyzyjnych informacji i medialnych uproszczeń. Faktem jest jednak, że temat relacji pomiędzy pszczołą miodną a dzikimi zapylaczami będzie w najbliższych latach coraz częściej pojawiał się w debacie publicznej.
Dla pszczelarzy najważniejsze pozostaje dziś jedno – aktywne uczestnictwo w konsultacjach oraz dopilnowanie, aby przyszłe regulacje były tworzone z uwzględnieniem realiów prowadzenia pasiek w Polsce.