
W mediach pojawia się coraz więcej tekstów, które mają zniechęcić konsumentów do kupowania miodu nawłociowego. Spróbujmy zrozumieć trend, który szkodzi pszczelarzom.
Z takim hasłem znajdziemy artykuły w popularnych polskich czasopismach. My dopisujemy znak zapytania, gdyż ten skrót myślowy jest szkodliwy dla polskich pszczelarzy i każe wątpić w rzetelność dziennikarską autorów tych tekstów. Nawłoć jest inwazyjną rośliną i w niektórych rejonach dość licznie występuje. Zajmuje najczęściej tereny na nieużytkach – głównie rolniczych, gdzie zaprzestano uprawy roślin. Nawłoć zajęła te pozostawione tereny.
Przyrodnicy zakładają, że te obszary mogłyby porastać inne, różnorodne, rodzime rośliny, gdyby nawłoć w Polsce nie występowała, ale tak nie jest. Nawłoć jest w Polsce dość powszechna.

Twierdzenie, że miód z nawłoci szkodzi przyrodzie ma być chwytliwym hasłem, które skutecznie zniechęci do kupowania miodu od pszczelarzy pozyskujących ten miód. Dziennikarze, którzy je wykorzystują w swoich tekstach ulegają pokusie skrótowego myślenia. Opierają się na twierdzeniu, że pszczoły miodne zapylając nawłoć sprzyjają wytwarzaniu nasion przez tę roślinę. Zatem powstrzymanie pszczelarzy przed przewożeniem uli w pobliże nawłoci zatrzyma inwazję tej rośliny. A dalej – jeśli nie będzie popytu na miód z nawłoci, roślina przestanie być atrakcyjna dla pszczelarzy.

Autorzy tych tekstów chcą jeszcze mocniej zniechęcić konsumentów do miodu nałociowego pisząc, że nic on nie leczy. Powołują się na brak potwierdzonych doniesień o leczniczych właściwościach tego miodu. Brak badań na ludziach spożywających miód z nektaru nawłoci ma być wystarczającym dowodem, że jest on bez większej wartości. Stąd prosty wniosek, że nie warto go nie kupować.
Niestety autorzy tych artykułów przemilczają fakt, że nie brakuje badań opisujących dokładnie bogaty i wyjątkowy skład miodu z nawłoci. Zawiera on cenne dla organizmu człowieka substancje, jak kwercetynę, rutozyd, saponiny i olejki eteryczne, oraz wiele innych.
Reprezentujący poczytne czasopisma dziennikarze – autorzy artykułów wrogich pszczelarzom mają swoje recepty na poprawę sytuacji. Zalecają, aby w miejsce nawłoci sadzić łąki kwietne, a konsumentom radzą zrezygnować z miodu nawłociowego na rzecz np. wielokwiatowego. Oczywiście nie opisują, kto miałby usuwać nawłoć i sadzić w to miejsce rośliny kwitnące. Zdecydowanie łatwiejsze jest zniechęcanie konsumenta do kupna miodu. A w efekcie zniechęcić pszczelarzy do jego pozyskiwania.

Jeśli Polacy dadzą się przekonać do hasła mówiącego o tym, jak zły jest miód nawłociowy stracą na tym przede wszystkim pszczelarze. W wielu miejscach w Polsce miód nawłociowy jest jednym z ważniejszych pożytków, szczególnie tam, gdzie zaprzestano upraw miododajnych roślin rolniczych. Bywa, że w takich pasiekach pozyskuje się wiosną miód z akacji, latem z lipy a jesienią z nawłoci. A zatem wyłącznie z roślin nierolniczych. Dla takich pasiek strata jednej trzeciej zbiorów miodu może skutkować likwidacją pasieki.
Stratni będą również konsumenci, dla których nie będzie już dostępny miód nawłociowy o wyjątkowym smaku i wartościach prozdrowotnych. Miód, który nie ma odpowiednika w Polsce może przejść do historii, jeśli akcja zniechęcania do niego konsumentów się powiedzie.
Niektóre z tekstów zniechęcających do miodu nawłociowego:
Wyborcza
Wprost